poniedziałek, 14 stycznia 2013

Rozdział Pierwszy. xx


-Mamo - jęknął żałośnie chłopak.
-Nie, wynoś się! Nie chcę cię widzieć! - zatrzasnęła drzwi z hukiem, kiedy kolejna słona łza spłynęła po jego policzku. Liam kolejny raz nie wiedział co zrobić, uświadomił sobie, że nie zawsze warto mówić prawdę. Stał jak ten słup pod drzwiami, podczas kiedy zanosiło się na deszcz, a on nie miał gdzie się podziać. Na ten moment chłopak miał same czarne scenariusze, jednak usłyszał dźwięk klaksonu. Nie zareagował od razu, ale kiedy spostrzegł, że ktoś wyraźnie próbuje zwrócić na siebie uwagę, odwrócił się. Był tak żałośnie wyczerpany i obdarty z jakichkolwiek emocji, że nawet widok jego ulubionej cioci, go nie ucieszył. Ona wcale nie miała zamiaru spędzić reszty dnia pod domem swojej siostry, która wyrzuciła swojego, jeszcze niedawno jedynego, wspaniałego syna. Kobieta podeszła do siostrzeńca, po czym mocno go wyściskała, a on bezruchu wypuścił kolejne łzy, dławiąc się nimi. Zaprowadziła go do samochodu, ciągnąc za sobą jego walizkę, która i tak w połowie była pusta, gdyż mamie chłopca nie zależało by cokolwiek wziął- dla niej mógł nawet zamieszkać pod mostem, bez żadnego środka który mógł ułatwić mu i tak już strasznie trudne życie. Po tym co jej wyznał, nie miała zamiaru go znać. Wyrzekła się własnego syna, a jego ojciec zbyt bardzo bał się rozwścieczonej żony, by zaprotestować. Poddał się.
- Nie mogę uwierzyć, że to zrobiła! Co za zołza! - warknęła Emma, otwierając drzwi od samochodu. Ciągle nie docierało do niej, to że jej siostra naprawdę tak postąpiła. To było chore. Jak można wyrzucić własnego syna z domu tylko dlatego, że był inny?
- Ciociu, proszę Cię. Tak czy siak to ciągle moja matka i kocham ją. Nic tego nie zmieni. - wydukał wycierając oczy czym chyba jeszcze bardziej pogorszył sytuację. Już miał dość popuchnięte powieki, a teraz poczerwieniały tak, że kolor przyjął odcień dojrzałego pomidora. Całą, kilkugodzinną drogę przebyli w milczeniu. Emma rozumiała, że Liam nie miał ochoty na jakiekolwiek rozmowy. Głucha cisza od czasu do czasu została przerywana pociągnięciami nosa. Ciotce ciężko było patrzeć na cierpienie siostrzeńca, ale miała nadzieję, że pogodzi się z tą sytuacją i ułoży sobie życie na nowo.
W końcu stanęli przed willą kobiety. Nie należała do tych najbogatszych, ale była na tyle zamożna, że stać ją było na te wszystkie wygody. Wskazała chłopakowi jego nowy pokój. Podziękował cicho i posłał jej blady uśmiech.

Natychmiastowo rzucił się na dużo łóżku, znajdujące się praktycznie w centrum sypialni. Schował twarz w poduszkę i ponownie zaniósł się płaczem. Tak bardzo chciał się tym nie przejmować i puścić to wszystko w nie pamiętać, ale nie dawał rady.. Słowa matki odbijały mu się echem w głowie, co dołowało go jeszcze bardziej. Myślał, że mógł na nią liczyć.. Najwidoczniej mylił się co do niej. Najwidoczniej nie była taką, za jaką do tej pory uważał ją Liam. Dobrą, troskliwą, pomocną... Wiedział, bynajmniej miał nadzieję, że kiedyś ból minie..
Emma przez dłuższy czas próbowała dobić się do chłopaka.Bez skutków. Liam był nieugięty co do tego i za każdym razem zbywał ją mówią, że wszystko w porządku. Ona jednak wiedziała swoje. Już sprzed drzwi można było dosłyszeć stłumiony szloch. Czuła się bezradna. Bardzo chciała mu pomóc, ale jak? Co mogła poradzić? No właśnie.. Nic. Była bezsilna.
- Liam proszę Cię. Porozmawiaj ze mną. Chociaż minutkę. - odparła zrezygnowana, nie przerywając pukać w drzwi od jego sypialni. Liam powoli tracił cierpliwość. Dał za wygraną. Po chwili do uszu Emmy doszedł zgrzyt otwieranego zamka. Chłopak skinieniem w głowy zaprosił ją do środka i ponownie kładąc się na łóżku, przyjął poprzednią pozycję. Ciotka przysiadła tuż przy nim i niepewnie ułożyła dłoń na jego ramieniu.
- Wiem co teraz czuje... - zaczęła cicho, i nie dane było jej dokończyć. Payne poderwał się z miejsca, głęboko oddychając. Zbierał się w nim gniew. Dłonie automatycznie zaciskał w pięści, by potem rozluźnić je i tak w kółko.
- Nie, nie wiesz! Nie masz zielonego pojęcia o tym jak się teraz czuję! I nawet nie mów mi, że wszystko będzie dobrze, bo nie będzie! Moja własna matka wykrzyczała mi w twarz, że nie chce mieć pod dachem jakiegoś pedała. Skąd możesz wiedzieć jak się czuję?! - wywrzeszczał na koniec padając na kolana. Palce nerwowo wplątał w swoje loczki, a z jego oczu wypłynęła kolejna porcja gorzkich łez. To bolało i to bardziej niż można to było sobie wyobrazić. Jak ty byś się poczuł gdyby własna rodzicielka, osoba w której myślałeś że masz oparcie, wyrzuciła cię z domu tylko dlatego że byłbyś inny? Źle.. No właśnie. Tylko, że w twoim życiu nic takiego nie nastąpiło.. Świat Liama kompletnie się zawalił i pozostał tylko gruz, z którego nic nie dało się odbudować.
Resztę dnia Liam spędził w swoim nowym pokoju, z twarzą wtuloną w wilgotną, od jego łez, poduszkę. Zresztą, noc również. Był strasznie wyczerpany, przez emocje, które zostały mu dostarczone tego feralnego dnia, jednak mimo to nie mógł zmrużyć oka. Każda próba kończyła się niepowodzeniem. Wystarczyło lekkie przymknięcie ciężkich powiek, a obrazy rozzłoszczonej matki i bezradnego ojca, ni stąd, ni zowąd, pojawiały się, skutecznie utrudniając mu odpłynięcie do krainy Morfeusza.

- Liam... Mam do Ciebie prośbę. - zagadnęła Emma, niepewnie przekraczając próg drzwi od sypialki chłopaka. Przysiadając na krańcu łóżka, ręce ułożyła na kolanach i wzdychając cicho, wzrok przeniosła na siostrzeńca. - Mógłbyś pójść do sklepu po bułki do hamburgerów. Potrzebuję ich do kolacji, a kompletnie zapomniałam je kupić. Poza tym przydałoby Ci się trochę świeżego powietrza. - zakończyła, obdarowując go ciepłym uśmiechem. W odpowiedzi jedynie przytaknął, ruchem głowy i bezgłośnie poprosił ją o opuszczenie pokoju. Emma zrozumiała niemą prośbę i wycofała się.
Liam niechętnie wygramolił się z łóżka, które ostatniej nocy było jego wiernym towarzyszem. Można by orzec, że ów mebel był jego schronem. Tak właściwie tylko tam czuł się bezpieczny.
Z szafy wyciągnął pierwszą lepszą koszulkę i brązowe rurki. Wziął czystą bieliznę i udał się do swojej prywatnej łazienki, gdzie wziął szybki, ożywiający prysznic i ubrał się w przygotowane rzeczy. Mozolnie zszedł po schodach, dłonią sunąc po barierce i w końcu przystając w przejściu do kuchni, oparł się o "framugę łuku"- o ile tak można powiedzieć.
- No więc gdzie mam iść? - zapytał od niechcenia, wywracając oczami i splątując ręce na wysokości klatki piersiowej. Emma stanęła do niego przodem i unosząc kącik ust do góry, podała mu banknot i położenie marketu, do którego miał się udać.
- Jeżeli zostanie Ci coś z reszty kup jakiś napój, czy przekąskę! - dodała, w czasie kiedy brunet wciskał na stopy białe conversy. Zostawiając tę wypowiedź bez odpowiedzi, opuścił dom.

Sklep znajdował się jakieś dziesięć minut drogi od willi Emmy. Nie był ani za duży, ani za mały. Dość przyjemne miejsce... Po kilkunastu minutach bezsensownego kręcenia się po sklepie, zrezygnowany postanowiłam zapytać o te nieszczęsne bułki. Nieopodal niego dostrzegł średniego wzrostu blondyna w czerwonej koszulce, z logo marketu na plecach. Niepewnie podszedł do chłopaka i kładąc mu rękę na ramieniu, zwrócił na siebie jego uwagę.
- Przepraszam... Gdzie są.. - i nie skończył. Kiedy tylko ich spojrzenia skrzyżowały się, Liamowi odebrało mowę. Piękne, błyszczące lazurowe tęczówki blondyna zahipnotyzowały Payne'a... I przyjemne ciepło rozlało się po jego wnętrzu. Przełknął głośno ślinę starając się jakoś opanować. W końcu to nie było normalne.
Stał jak ten dureń, pożerając wzrokiem chłopaka, którego nie znał nawet imienia... Co się z nim stało?
----------------------------------------------------------
*Ba da bum, tss *
No i jest rozdział pierwszy, trochę krótki, no ale cóż.. Nieważne xd... Miałam dać go już wcześniej, ale jakoś mi się nie chciało, lolz. xd
No więc komentujcie, polecajcie i wgl.. XD

1 komentarz:

  1. O LOL PODOBA MI SIĘ I NIE MÓWIĘ CI TEGO BO CIĘ KOCHAM XD
    Chcę więcej tu i teraz :-:
    Szybciej albo wpierdol! XD

    OdpowiedzUsuń